Ostrzeżenia Pogodowe

Wtorek - 21.11.2017

Agnieszka Skrzypulec z wizytą w naszych szkołach i wspomnienia z Rio

W dniu 7 listopada 2016 r. pani Agnieszka Skrzypulec odwiedziła wszystkie nasze szkoły, w których spotkała się z ich uczniami.


Pani Agnieszka od 2003 roku jest zawodniczką Kadry Narodowej, 2-krotną reprezentantką Polski na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie 2012 oraz Rio 2016, 8-krotną Mistrzynią Polski w klasie 470, Mistrzynią Europy i v-ce Mistrzynią Świata w klasie Laser 4.7, 4-krotnie zdobyła złoty medal na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Spotkania przebiegły w niezwykle miłej i podniosłej atmosferze. Pani Agnieszka przygotowała prezentację multimedialną, w której opowiedziała o swojej wielkiej przygodzie z żeglarstwem, odpowiadała także na pytania dotyczące jej kariery sportowej, treningów oraz planów na przyszłość, a na koniec rozdawała autografy.


Zachęcamy do obejrzenia zdjęć i zapoznania się ze wspomnieniami naszej reprezentantki z Rio.


Dziękujemy pani Agnieszce za udział w spotkaniach oraz za interesujące materiały i życzymy wielu wspaniałych sukcesów w życiu osobistym i zawodowym.


Wspomnienia z Igrzysk Rio 2016

 

Igrzyska w Rio de Janeiro były drugimi w mojej sportowej karierze. W związku z tym pozwolę sobie na parę porównań do poprzednich, londyńskich.


Zdobycie kwalifikacji:

8 lat temu, gdy podjęłam decyzję o rozpoczęciu startów na łódce dwuosobowej (470) moim największym marzeniem był start w Igrzyskach Olimpijskich. Dodatkowo czułam, że będę spełniona sportowo jeśli dotrę do momentu w karierze, gdzie wszystkie Pucharach Świata ukończę na miejscu w pierwszej dziesiątce. Start w Londynie, razem ze swoją poprzednią załogantką wywalczyłyśmy rzutem na taśmę i faktycznie traktowałyśmy go jak spełnienie marzeń, ale do wyścigów olimpijskich przystępowałyśmy w dużych nerwach.


Do kwalifikacji w Rio przystępowałam po niecałym roku żeglowania z nową załogantką. Wiedziałam, że przed nami ogromne wyzwanie i nikt nie gwarantował, że uda nam się dogonić światową czołówkę. Dwa lata temu pogodziłam się z faktem, że dla mnie kariera sportowa już się skończyła, dlatego szansę na dalsze żeglowanie z inną osobą potraktowałam jak dar od losu. Do kwalifikacji przystąpiłyśmy dobrze przygotowane i bez problemów wywalczyłyśmy olimpijską przepustkę. Dla mnie jednak najważniejsze było co innego: udało mi się spełnić swoje drugie marzenie sprzed 8 lat – na stałe zagościłyśmy w światowej dziesiątce.


Olimpijskie ślubowanie:

4 lata temu poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Żeglarze ślubowali na molo w Sopocie w obecności Prezydenta RP i pod bacznym okiem turystów.


Tym razem, w małym gronie ślubowanie odbyło się w siedzibie PKOL w Warszawie na zamkniętym spotkaniu. Uścisk dłoni prezesa i do domu.


Organizacja Igrzysk:

Wiadomo, że Brytyjczycy należą do najlepiej zorganizowanych społeczeństw w świecie, za to Brazylijczyków można położyć po przeciwnej stronie szali.

W Londynie, port Olimpijski przygotowany był na kilka miesięcy przed rozpoczęciem Igrzysk. W Rio, 2 dni przed startem rozpadła się konstrukcja slipu, którego używamy do wodowania łódek. Przez całe zawody nikt nie oznaczył miejsc gdzie mają stać łódki, obowiązywała więc zasada „kto pierwszy ten lepszy”. Progi schodów były malowane już po zakończeniu naszych startów, a problemów z kanalizacją (stojąca po kostki woda pod prysznicem i zatkane toalety) nie udało się w ogóle rozwiązać. O jakości i różnorodności serwowanego jedzenia na stołówce lepiej nie wspominać.


Wioska olimpijska:

Ekipa żeglarzy mieszkała poza wioską olimpijską. Głowna wioska położona była 2 godziny jazdy autobusem od mariny. Ze względów logistycznych i zdrowotnych dużym udogodnieniem był nocleg w pobliskim hotelu. Po pierwsze, podróż do wioski zajmowała nam 15 minut piechotą a przy okazji nie byliśmy narażeni na kłopoty zdrowotne związane z podróżą w klimatyzowanym autokarze (klimatyzacja w Brazylii zawsze ustawiona jest na 16 stopni, gdy temperatura na zewnątrz potrafi osiągać 40 stopni). Do wioski zawitaliśmy raz – w ramach dnia wolnego. Chyba największym rozczarowaniem była jakość i różnorodność produktów na wspólnej stołówce. W Londynie można było znaleźć niemal wszystko, w Rio dostępnych było zaledwie 5 różnych „kuchni świata” a w większości na każdym stoisku serwowane było to samo.


W trakcie zawodów słyszeliśmy, że atmosfera w polskim obozie była grobowa ze względu na wiele niewykorzystanych szans medalowych. Podejrzewam, że może to stwarzać dodatkowe obciążenie dla zawodnika, który ma start dopiero przed sobą. Z tego względu decyzja o trzymaniu się z boku (szczególnie że nasze zawody trwały aż tydzień), była trafiona.


Otwarcie / zakończenie Igrzysk:

Niestety, tym razem zarówno rozpoczęcie jak i zakończenie oglądałam przed telewizorem. Rozpoczęcie – w hotelu, a zakończenie – w domu. Ceremonia rozpoczęcia jest zawsze najbardziej emocjonującym elementem Igrzysk. Wchodzenie na stadion wypełniony po brzegi kibicami przy głośnej muzyce sprawia, że każdy czuje się superbohaterem. My, ze względu na niedawne infekcje i duże ryzyko złapania kolejnych w takim skupisku ludzi, podjęliśmy trudną decyzję o pozostaniu w domu. Na zakończeniu ze zostaliśmy ze względu na bardzo przyziemną rzecz – cenę biletów lotniczych.


Sportowo:

Przez ostatnie 2 lata Rio stało się moim drugim domem. W przerwach między zawodami lecieliśmy na drugi koniec świata, żeby okiełznać wody zatoki Guanabara. Na miejscu czekały na nas 4 komplety łódek i trudne wyzwanie wybrania tego najszybszego.


W żeglarstwie można zauważyć ciekawą zależność „nie ważne ile czasu trenowało się na danym akwenie, w podobnych warunkach, na wyścigi zawsze dostaniemy coś innego”. Podobnie było w Rio. Już pierwszego dnia przyszło nam się ścigać przy bardzo zmiennym „jeziorowym” wietrze z kierunku dotąd niespotykanego na treningach. Innego dnia ocean rozbujał się i zafundował nam sześciometrowe fale. W takich warunkach widać, że żeglarstwo to na pierwszym miejscu umiejętność okiełznania żywiołu, a do tego walka z przeciwnikami na trasie.


W trakcie startu przydarzyła mi się najgorsza rzecz jaka może spotkać sportowca: awaria sprzętu. Wspomnianego dnia, przy wysokiej fali i silnym wietrze byłyśmy bardzo szybkie. Wiedziałam, że wyścig możemy w takich warunkach z łatwością ukończyć na miejscu w pierwszej piątce. Gdy na 3 minuty przed startem rozpadła się w pył fabryczna część bomu a żagiel zwinął się w harmonijkę, myślałam że z nerwów wyskoczę z łódki. Czas jaki spędziliśmy na przygotowaniu sprzętu powinien nam w 100% zagwarantować niezawodność każdego elementu. Poczułam, że moje sportowe serce rozrywa się na kawałki. Wtedy wiedziałam też, że nasza szansa walka o medal została odroczona do kolejnych Igrzysk.


To jednak nie był koniec awarii. Z kolejnymi wiąże się nasza walka o przetrwanie w trakcie sztormu na oceanie. Jednego dnia Komisja Regatowa, po kilkugodzinnym czekaniu na wiatr w porcie, zdecydowała się o przeprowadzeniu wyścigów na Oceanie. Po pół godzinie od naszego przybycia na trasę, przyszła ściana wiatru. Sztorm 8-9 w skali Beauforta. Łódki nie były w stanie utrzymać się wodzie. Kilkakrotnie próbowałyśmy postawić naszą łódkę, ale za każdym razem momentalnie wywracała się na drugą stronę, a my byłyśmy coraz bardziej poobijane i wyczerpane. Zimna woda wyciągała z nas resztki siły. Sytuacja z minuty na minutę stawała się coraz bardziej poważna. Wiatr ciągle się nasilał, fale rosły, a do zachodu słońca zostało niewiele czasu. Wtedy nasz trener podjął decyzję o tym, że wskoczy do wody z pontonu i nam pomoże. Skoczył. Nagle wszyscy usłyszeliśmy syk. Wtedy obróciłam się w jego stronę i myślałam, że spadnę z łódki ze śmiechu. Trenerowi odpaliła się ogromna, jasno-żółta kamizelka ratunkowa, taka, jaką można znaleźć np. w samolocie. Momentalnie unieruchomiła mu głowę nad wodą. Widok zdziwienia na jego twarzy był niezapomniany. Po żartach, przyszedł czas na stawianie łódki. Z jego osiemdziesięciokilogramową pomocą było już łatwo. Zrzuciłyśmy żagle i wyczerpane, już po zmierzchu wróciłyśmy do portu.


Na brzegu okazało się, że maszt został wygięty a dwa żagle podarte. W ostatnich wyścigach musiałyśmy startować na zapasowym sprzęcie. W efekcie o awans do wyścigu medalowego (dla 10 najlepszych załóg) musiałyśmy walczyć aż do ostatniego dnia. Szansa wydawała się niewielka, bowiem przed ostatnimi trzema wyścigami zajmowałyśmy dopiero 15 pozycję. Mamy jednak silnego ducha walki i udało się to, co wydawało się tak odległe – awansowałyśmy na 10 miejsce. Niestety strata punktów z poprzednich wyścigów uniemożliwiła nam awans na wyższe pozycje, niezależnie od wyniku wyścigu medalowego. Mimo to wiedziałam, że to ostatnia szansa na pokazanie się z dobrej strony, tym bardziej, że wyścig był relacjonowany na żywo w TVP. Przypłynęłyśmy w nim na piątym miejscu, więc takim miłym akcentem zakończyłyśmy Igrzyska.


Plany:

Przed nami kolejna kampania olimpijska. Razem z załogantką, jeszcze będąc w Rio podjęłyśmy decyzję o dalszych wspólnych treningach. Razem chcemy walczyć w Tokio o to, co w Rio było już poza naszym zasięgiem – o olimpijski medal. Najbliższe pół roku chcemy poświęcić na studia, rehabilitację i spokojne treningi „na lądzie”

 

Agnieszka Skrzypulec


 

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2017
M T W T F S S
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30